Jeżeli chcesz obejrzeć ambitny film, doskonałą grę aktorską lub zapoznać się z kinem skłaniającym do refleksji to daruj sobie niniejsze zestawienie. Jeżeli natomiast czujesz, że nauka, studia czy praca nadwyrężają Ci mózg, a czytając dalej o parenetycznych utworach w okresie renesansu zatracisz własną tożsamość to odpalaj Netflix’a, Zalukaj, Cda czy co tam jeszcze chcesz i przygotuj się na prawdziwy hard reset.

Ostrzeżenie

Niniejsze zestawienie jest subiektywną oceną osoby znanej jako Twisted Lemon. Ranking nie bierze pod uwagę kunsztu aktorskiego, doskonałych dialogów czy ponadczasowej wartości przedstawionych dzieł. Podczas tworzenia zestawienia nie opierano się na analizie strukturalnej ani warstwowej. Autorka skorzystała z innowacyjnego narzędzia, jakim jest klasyfikacja wg wytycznych tzw. hard resetu.

Definicja: Hard reset

Polega na wyłączeniu urządzenia (mózg) w celu inicjalizacji i ponownego załadowania systemu operacyjnego (myślenia). Stosowany w przypadkach znacznego przeciążenia ambitną treścią. Proces hard resetu rozpoczyna się po załadowaniu plików zawierających newsy z Pudelka, obejrzeniu filmu katastroficznego, obrad sejmu lub tym podobnych. Zaleca się, aby operacja hard resetu nie trwała dłużej niż 2 godziny. Po tym czasie mogą nastąpić nieodwracalne uszkodzenia systemu operacyjnego.

RójMiejsce 10 „Rój” (1978)

Pierwszy raz oglądałam ten film, mając około 8 lat. Wtedy zrobił na mnie ogromne wrażenie, a lęk przed pszczołami pozostał mi do dziś. Oglądany obecnie traci na wartości. Scenografia przywodzi na myśl Seksmisję, a gra aktorska Nagą broń. Z takiego połączenia mogłaby wyjść fajna komedia, ale patos oraz wszechobecne pszczoły są jak brzęczące odgłosy w tym filmie-irytujące, natrętne i niepokojące.

Titanic-filmMiejsce 9 „Titanic” (1998)

Klasyfikacja Titanica jako filmu katastroficznego jest nieporozumieniem. Porządnie zrealizowane efekty specjalne psuje dominujący w filmie wątek romantyczny. Zamiast oglądać jedną z największych katastrof morskich w dziejach. Oglądamy jedną z największych katastrof aktorskich w karierze Leonardo DiCaprio. Reasumując: jedyną osobą, która może odczuwać głębsze emocje związane z tym filmem, jest Leo. Początkowo jest to niepokój związany z doborem roli, a później wdzięczność, że jego kariera aktorska nie spoczęła na dnie, jak tytułowy statek.

 

Dzień niepodległości: Odrodzenie-filmMiejsce 8 „Dzień niepodległości: Odrodzenie” (2016)

Druga część filmu o kosmitach, którzy zdecydowali się zaatakować Ziemię w czasie amerykańskiego dnia niepodległości. O poziomie produkcji najlepiej świadczy liczba nominacji. Cześć I-dwie nominacje do Oscara (w tym jedna statuetka), część II-pięć nominacji… do Złotych Malin. W „Odrodzeniu”, mimo zwiększenia budżetu o 100 mln dolarów nie osiągnięto poziomu części pierwszej. Zapomniano zatrudnić speców od efektów specjalnych, porządnych aktorów oraz scenarzystów, zlecając robotę studentom kursów wieczorowych.

Geostorm-filmMiejsce 7 „Geostorm” (2017)

Na film czekałam z niecierpliwością uwiedziona ciekawym zwiastunem. Z romansu wyszły jednak nici. Geostorm jest jak rasowy mężczyzna, który ma problemy z dotrzymaniem obietnicy. Niby mamy przepis na dobre kino katastroficzne: niezłe efekty specjalne, dobrych aktorów, interesującą fabułę… ale zamiast ciasta, wychodzi zakalec. Reżyser ma problem z trzymaniem się konwencji, serwując nam swoisty thriller fantastycznonaukowy z dodatkami politycznymi, polukrowany elementami katastroficznymi. Całość niby jadalna, jednakże amatorzy ciasta, raczej nie ucieszą się z zaserwowania im kiełbasy, kiedy zamawiali szarlotkę.

Twister-filmMiejsce 6 „Twister” (1996)

Jeden z moich ulubionych filmów katastroficznych, który po obejrzeniu wzbudził we mnie ambicje zostania łowczynią tornad. Rzadkość występowania zjawiska w Polsce, skutecznie rozwiała marzenia nastolatki, ale sentyment do filmu pozostał. Twister jest jednym z lepszych filmów katastroficznych. Reżyser doskonale poradził sobie ze swoim zadaniem, oferując nam 2 godziny wartkiej akcji. Film nie jest przegadany, a efekty specjalne sprawiają, że mamy wrażenie uczestniczenia w pogoni za prawdziwym tornadem. Helen Hunt oferuje nam aktorstwo na dobrym poziomie, mimo banalności gatunku, w którym przyszło jej grać. Podsumowując: jest to film warty obejrzenia.

Dzień zagłady-filmMiejsce 5 „Dzień zagłady” (1998)

Film katastroficzny prawie jak Armagedon. A jak wiemy z pewnej reklamy, prawie robi wielką różnicę. W „Dniu zagłady” mamy zatem: prawie tak dobre efekty, prawie tak wartką akcję i prawie tak dobry film. Nie jest to jednak obraz dużo gorszy. Film skupia się bowiem na innych aspektach niż Armagedon. Punktem ciężkości nie są  heroiczne wysiłki pseudoastronautów w misji ratowania świata, a wachlarz ludzkich zachowań w obliczu nadciągającego zagrożenia. Film wypada w tym aspekcie całkiem nieźle z uwagi na aktorów, którzy potrafili umiejętnie oddać emocje ukazujące strach przed zagładą.

 

Dzień niepodległości-filmMiejsce 4 „Dzień niepodległości” (1996)

Jeden z moich ulubionych filmów katastroficznych, który ma wszystkie elementy gwarantujące dobrą rozrywkę. Mamy tutaj: świetne efekty specjalne, kosmitów, skondensowaną akcję oraz jeszcze więcej kosmitów 🙂 Również Will Smith prezentuje się na najwyższym poziomie. Przypominając swoją rolą, że show-biznes pokochał go za poczucie humoru. Najmocniejszą stroną filmu, oprócz rewelacyjnych efektów specjalnych, jest potraktowanie tematu z przymrużeniem oka. Kosmici po zdjęciu pancerza wyglądają raczej zabawnie, niż strasznie. Bohaterów nie opuszcza dobry humor, mimo widma końca cywilizacji, a niektórzy nadal czekają na powrót Elvisa.

Miejsce 3 „Armagedon” (1998)

Film, który przychodzi na myśl, jako jeden z pierwszych, kiedy myślimy o kinie katastroficznym. Zrealizowany niczym teledyski Hypea Williamsa jest kompozycją płynnych ujęć, dla których dialogi i historia są tylko dodatkiem. Oprócz pięknych scen ozdobą filmu są piękni aktorzy (Liv Tyler i Ben Affleck). Poziom słodkości zrównoważa jeden twardziel (Bruce Willis) oraz niezwykła uroda Stevea Buscemiego. Podsumowując: Armagedon jest jednym z najzgrabniejszych filmów katastroficznych, gdzie zagrożenie w postaci śmiercionośnej asteroidy zostaje zneutralizowane przez niewzruszony wyraz twarzy Brucea, wszechobecną miłość, bohaterskich Amerykanów i pięknie śpiewającego Stevena Tylera.

Miejsce 2 „Pojutrze” (2004)

Kolejna pozycja od reżysera zwanego Master of Disaster czyli Rolanda Emmericha (Dzień niepodległości, 2012). W tej odsłonie totalnego zniszczenia ludzkość walczy ze zmianami klimatycznymi, spowodowanymi przez anomalie Prądu Północnoatlantyckiego. Główny wątek filmu pozwolił specom od efektów specjalnych na rozwinięcie skrzydeł, mamy więc tutaj: powodzie, tornada, burze i małą epokę lodowcową, a całość oglądana w kinie przypomina jazdę rollercoasterem. Całkiem zgrabnie wypada również wątek poboczny: Donniego Darko (Jake Gyllenhaal) w apokaliptycznej zawierusze próbuje odnaleźć ojciec-rycerz od gadającego smoka (Dennis Quaid), którego o niebezpieczeństwach ostrzega Bilbo Baggins (Ian Holm).

 

Miejsce 1 „2012” (2009)

Film będący ukoronowaniem wysiłków reżysera (Rolanda Emmericha) w kinie katastroficznym. Świetny scenariusz (wykorzystanie przepowiedni Majów dotyczącej końca świata), promocja i marketing (wyświetlany przed grudniem 2012) oraz wirtuozeria w kategorii efektów specjalnych. Szczerze żałuje, że nie oglądałam w kinie. Ideał kina katastroficznego, posiadający wszystkie atuty: świetnych aktorów, wątki humorystyczne, oszołamiające efekty specjalne i ciekawy scenariusz. Interesującym zabiegiem było również wprowadzenie elementów odwołujących się do religii chrześcijańskiej: wystąpienie papieża, pękające freski w Kaplicy Sykstyńskiej czy pomysł na ocalenie ludzkości za pomocą ark. Totalne zniszczenie na najwyższym poziomie.

Epilog

Kino katastroficzne nie jest kinem najwyższych lotów. Przedstawione filmy są jak fast food: pozbawione wartości odżywczych, nieskomplikowane i ociekające absurdem. Doskonale sprawdzają się jednak, jako odskocznia od zdrowej żywności, bo nic tak nie poprawia humoru jak frytki z Macdonalda albo kubełek lodów od Grycana w trakcie trwania diety. Zatem: smacznego, ale nie przesadzajcie z częstotliwością, jeżeli nie chcecie stracić sylwetki.

Twisted Lemon