Od 4 października na ekranach polskich kin gości opowieść o bezwzględnym, antypatycznym, wzbudzającym niechęć i agresję czarnym charakterze… to stwierdzenie mogłoby być oczywistym wstępem do kolejnego filmu o Jokerze, ale z pewnością nie do tego reżyserowanego przez Todd’a Phillips’a.

Nie znam się na komiksach poświęconych Batmanowi. Nie napiszę recenzji analizującej film od podszewki. Nie będę główkować ile Scorsese jest u Phillips’a, ani zastanawiać się nad „polityczną” poprawnością „Jokera”. Dlaczego? Ponieważ to wszystko nie ma większego znaczenia w zetknięciu z emocjonalną karuzelą, którą zafunduje wam Joaquin Phoenix, grający tytułową rolę.

Obraz Todd’a Phillipsa wciąga widza od samego początku, a jego sugestywność sprawia, że czujemy się, jakbyśmy uczestniczyli w podróży po Gotham. Nie przypomina ona jednak miłej niedzielnej wycieczki, a raczej wyprawę Dantego po kolejnych kręgach piekła. Poczucie beznadziei wypełza z ciemnych uliczek, a w powietrzu unosi się odór rozkładu ludzkiej moralności. Na tle upadłego miasta rozgrywa się dramat Arthura Flecka, głównego bohatera. Dzięki fenomenalnej grze Joaquina Phoenixa, rejestrujemy każdą emocję Arthura, niczym najczulszy sejsmograf. Całość obrazu dopełnia muzyka, której każda nuta wydaje się być osadzona w idealnym momencie filmu.

Joker oddziałuje na nasz każdy zmysł, wyróżniając się wśród innych filmów, jako dzieło kompletne i przemyślane. Komiksowa opowieść przedstawiona przez Todd’a wykracza poza banalne ramy kolejnego filmu o superbohaterach. „Joker” jest dziełem, który zmusza widza do refleksji dotyczącej nie tylko komiksowego uniwersum, ale również współczesnego społeczeństwa. Korzystając z fikcyjnej materii, reżyser odmalowuje niezwykle realistyczny obraz… No właśnie! Czego? Gotham czy współczesnego nam świata? A może ukazuje dramat jednostki, która pozbawiona opieki empatycznego społeczeństwa, jak bohater tragiczny, stawia czoło własnemu przeznaczeniu?

To tylko kilka pytań, jakie można zadać po zakończonym seansie, a mnożyć je można w nieskończoność. Na większość z nich, każdy z nas uzyska inną odpowiedź, albo no… nie uzyska jej wcale. Lecę zaliczyć 3 seans! Cya

Twisted Lemon